Antropologia przestrzeni podhalańskiej. Kultura regionu[1]

WOJCIECH TRELA

 

  Czym jest czas w stosunku do wypadków dziejowych i ludzkich czynów, tym jest przestrzeń w stosunku do wielkości i wyniosłości gór.[2]

 

Takimi słowami Stanisław Witkiewicz scharakteryzował stosunek przestrzeni do górskich szczytów. Naturalne ukształtowanie Podhala wpłynęło na kulturę, zwyczaje, wierzenia i sztukę regionu, ponieważ rzeźba terenu odbiła się nie tylko na architekturze, ale niemal na wszystkich dziedzinach życia społecznego, obyczajowego i duchowego górali.

Obecnie etnografowie wyróżniają kilka grup górali polskich. Najbardziej znani są górale podhalańscy, zamieszkujący Kotlinę Orawsko-Nowotarską. Na wschód od Nowego Targu (tereny historycznego Spisza) mieszkają górale spiscy. Północną część Babiej Góry zamieszkują górale babiogórscy, zaś na Południe od „Diablaka” znajdują się Orawianie. Tereny rozciągające się pomiędzy Gorcami a Pieninami zamieszkują górale pienińscy. W części Gorców, Beskidu Wyspowego oraz Sądeckiego żyją górale sądeccy. Na terenach Beskidu Żywieckiego osiedlili się górale żywieccy. Na południowym zachodzie z kolei mamy górali śląskich, a od północy Kliszczaków oraz Zagórzan. Prócz tego wyróżniamy wiele grup etnicznych, by wymienić tylko Łemków, Bojków czy Rusinów Szlachtowskich.[3] Wyliczenie to daje nam obraz bogactwa i różnorodności grupy, którą stanowią ludzie zwani ogólnie góralami. Ze względu na temat niniejszej pracy, szczególnie interesujący będą górale podhalańscy oraz mieszkańcy północnych terenów regionu.

Rozważania dotyczące kultury Podhala warto poprzedzić informacjami geograficznymi i historycznymi na temat regionu. Jeszcze pod koniec XIII stulecia Karpaty były przestrzenią zupełnie dziką. Stopniowo zaczęli pojawiać się pierwsi osadnicy, lokujący się w dolinach, blisko rzek. Zaludnianie polskich gór miało trzy źródła: pierwszym była władza (starostwo), drugim szlachta, trzecim duchowieństwo. Przybywająca ludność (koloniści pochodzili najczęściej z terenów, rozciągających się pomiędzy Krakowem a Sandomierzem[4]) otrzymywali ziemię, której wielkość była ściśle określona w dokumentach osiedleńczych. Przestrzenie górskie zasilało wielu zbiegów, przestępców oraz kłusowników. Prace związane z kolonizacją Podhala kontynuowali cystersi przybyli do Ludźmierza w XIII stuleciu z inicjatywy wojewody krakowskiego Teodora Gryfa Cedry. Mnisi szybko opuścili swój „duchowy posterunek” udając się do Szczyrzyca w roku 1245, zaraz po tym jak Tatarzy spalili osady. Dzieje cystersów z Ludźmierza znalazły swoje odbicie w folklorze góralskim, a także literaturze pięknej (o losie mnichów wspomina między innymi Długosz oraz Bielski).[5]

Ważnym wydarzeniem dla Podhala, zarówno pod względem gospodarczym oraz kulturowym, było powstanie w 1346 roku Nowego Targu na mocy przywileju lokacyjnego nadanego przez Kazimierza Wielkiego.[6] Pod koniec XV stulecia w Karpatach pojawili się Wołosi,[7] których pochodzenie wywodzi się najczęściej z Indii. Byli oni ludem pasterskim, prowadzącym koczowniczy tryb życia; ich kultura i zwyczaje mocno wpłynęły na ludność, zamieszkującą tereny Podtatrza.[8] Kultura podhalańska ma jednak o wiele więcej źródeł – wpisuje się ją w krąg kultury Polskiej i karpackiej, widoczne są także powiązania z tradycją węgierską, słowacką, niemiecką oraz rusińską.[9] Jarosław Skowroński zwrócił uwagę na kresowy charakter Podhala. Badacz zauważył, że górale ulegli licznym wpływom obcym; kulturowe związki Podhalan z centralną Polską były niewielkie, przynajmniej do czasu pojawienia się takich ludzi, jak Tytus Chałubiński czy młodopolskiej inteligencji. Największy wpływ na tradycję oraz folklor podhalański, obok Wołochów, mieli Węgrzy, którzy do roku 1918 posiadali aż 80% Tatr, Spisz i Orawą.[10]

Przez niemal cały wiek XVII Podhale stało w ogniu; wybuchały liczne konflikty zbrojne, rewolty, przewroty (górale walczyli również z zarządcami majątkowymi).[11] Władysław Orkan w opowiadaniu Werbunek na Podhalu, w następujących słowach pisał o tym, co działo się na w tym czasie na Podhalu:

 

Rok 1629 rozpoczyna okres buntów na Podhalu, który trwa z nierówną siłą, to wybuchając płomieniem groźnym, to przygasając, przez kilka lat dziesiątków. Wiadomo: czas to był najcięższym może dla narodu chłopskiego terminów, gdy dość wąskie przywileje prawa i osłony chłopów, nadane im za dawniejszych królów, straciły całkiem moc pieczęci swoich, a o wszystkim stanowiły wola i swawola panów. Król był daleko, starosta na miejscu. Słani ze skargami do Warszawy chłopscy deputaci otrzymywali w kancelarii królewskiej przyrzeczenie obrony i potwierdzenie praw i przywilejów, a w drodze powrotnej chwytani byli mimo glejtów bezpieczeństwa przez pachołków starościńskich, nierzadko batożeni i wrzucani do ciemnic.[12]

 

Kolejne stulecia nie były dla Podhalan łaskawsze, gdyż często padali oni ofiarą nieuczciwych reprezentantów władzy, szlachty a nawet duchowieństwa.[13] Następne wieki również charakteryzowały się burzliwością, by wspomnieć tylko powstanie chochołowskie z 1846 roku. Dopiero pod koniec wieku XIX, kiedy to młodopolanie odkryli Tatry i Zakopane, sytuacja górali zmieniła się zasadniczo.[14]

Bogate dziś Zakopane (nie bez powodu nazwane początkowo letnią, a następnie zimową stolicą Polski) półtora wieku temu było niewielką, ubogą wsią (pierwsze źródło historyczne, wspominające o tej miejscowości, pochodzi z 1578 roku[15]). Surowy klimat determinował życie tamtejszej ludności, często przymierającej głodem, podobnie jak zwierzęta hodowlane. W roku 1892 całe Podhale, Spisz i część Orawy cierpiało głód,[16] gdyż ziemniaki i kapusta nie obrodziły. Jak podaje Antoni Kroh, klęska była tak duża, iż ludzie łupili korę z drzew a następnie ją zjadali.[17] Głód wpłynął na obyczajowość Podhalan; przykładowo, gdy góral wybierał się w odwiedziny do znajomych, i zastał gospodarzy przy posiłku, wówczas, nim zdążył wejść do chałupy, od drzwi przekonywał gazdów, że niedawno spożył posiłek.[18]

Trud życia w górach zacieśnił związki między góralami, wymuszając na gromadzie współpracę, z drugiej strony dehumanizował górali, zmuszając Podhalan do brutalnej walki o przetrwanie, o czym pisał przede wszystkim Władysław Orkan. Tak jak w każdych skupiskach wiejskich, również w na Podhalu najważniejsza stała się wspólnota, niepozwalająca jednostce na indywidualizm – wszelkie decyzje musiały być zaakceptowane przez społeczność, której niepodobna było się sprzeciwić (protest groził wykluczeniem z grupy, a przetrwanie poza nią, w tak nieprzyjaznej przestrzeni, było praktycznie niemożliwe), toteż charakterystyczne dla Podhalan dbanie o wizerunek społeczny jest mocno umotywowane antropologicznie, gdyż dobre zdanie gromady zapewniało bezpieczną pozycję we wspólnocie, nota bene posiadającej swoją hierarchię. By łatwiej było odczytać status społeczny poszczególnych członków grupy, ich ubiór zawierał szereg informacji; między innymi dotyczyły one pochodzenia, statusu materialnego oraz stanu cywilnego. Strój podhalański po raz pierwszy został opisany jakieś dwieście lat temu; nikt tak na dobrą sprawę nie wie, jak pierwotnie wyglądał ubiór górali – pewne jest tylko, że uległ on znacznej ewolucji w drugiej połowie dziewiętnastego wieku (dokładnie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych), do czego przyczyniła się ogólnopolska fascynacja góralszczyzną, niosąca ze sobą poprawę warunków bytowych dla Podhalan. Jednocześnie pojawiło się wiele niedostępnych wcześniej materiałów, wstążek, korali oraz najprzeróżniejszych ozdób. Ubiór codzienny przeszedł transformację, stając się strojem regionalnym, który zyskiwał z czasem coraz więcej upiększeń.[19] Nim górale założyli bogato zdobione, kolorowe stroje, chodzili w lnianych koszulach, których kolor daleki był do bieli, żółto-szarych portkach, brązowych guniach oraz cuchach (cały strój miał widoczne korzenie węgierskie). Z kolei kobiety posiadały koszule, spódnice i fartuchy z białego płótna. Ściągający na Podhale z końcem XIX wieku artyści byli zachwyceni ubiorem górali (zwłaszcza tym odświętnym); większość ambitnych twórców, przed podjęciem pracy pisarskiej, dokładnie studiowała regionalne stroje Podhalan, by następnie wykorzystać zdobytą wiedzę w działalności literackiej; łatwo to zauważyć czytają młodopolskie teksty, w których widoczna jest dbałość o detale ubiorów służące nie tylko ozdobie, ale jak zostało to już nadmienione, określają jego miejsce w danej grupie, by przywołać tylko zbójników.[20]

Literatura przełomu XIX i XX wieku pokazuje, że życie górali toczyło się w dwóch przestrzeniach: zamkniętej (dom) oraz otwartej (zewnętrznej). Obie te sfery wpływały na siebie wzajemnie – budownictwo było determinowane przestrzenią, z kolei przestrzeń ulegała kulturze góralskie, doskonale się z nią komponując. Dualizm przestrzennymi, i to w rozmaitych postaciach, odnajdujemy niemal u każdego młodopolskiego pisarza, podejmującego się tematyki podhalańskiej, by przywołać tylko Tetmajera, Orkana, Micińskiego, Żeromskiego czy Jedlicza.

Wiele utworów młodopolskich doceniło również budownictwo regionalne.[21] Młodopolanie zachwycali się także wyrobami regionalnymi, których zdobienia bardzo czeto nawiązywały do przestrzeni podhalańskiej oraz stylu zakopiańskiego. Dużo przedmiotów codziennego użytku posiadało misterne ozdoby (rozety, parzenice, rozmaite motywy kwiatowe itp.). Zwłaszcza jedna wieś wsławiła się doskonałymi wyrobami; chodzi tutaj o Ratułów – ceniono sobie wytwarzane tam ciupagi, spinki, fajki, sprzączki oraz noże. Były to wyroby wysokiej jakości, wykonane przez doskonałych rzemieślników, takich jak Józef Skubisz Walkosz, Andrzej Opacian Kubin czy Józef Żołnierczyk Tonsaga. W latach siedemdziesiątych nastąpiła komercjalizacja wyrobów regionalnych, które zaczęto produkować na skalę przemysłową.[22] Literatura młodopolska niejednokrotnie wspomina kunszt rzemieślniczy górali, często odwołując się przy tym do hiperbolizacji oraz mitologizacji, co nie zmienia faktu, że wyroby podhalańskie już w tamtych czasach cechowały się mistrzostwem wykonania. Górale mieszkali w chałupach pokrytych cztero – lub dwuspadowym dachem. Przestrzeń domowa została podzielona na dwie strefy: codzienną i odświętną. Budynek składał się zazwyczaj z trzech pomieszczeń: białej izby (był to pokój gościnny, odświętny), czarnej izby (pomieszczenie mieszkalne, którego nazwa pochodziła od koloru ścian okopconych dymem) oraz sieni, gdzie trzymano rozmaite narzędzia.[23] Stanisław Witkiewicz w następujący sposób pisał o tych pomieszczeniach:

 

  Taką brudną i cuchnącą, choć ozdobną jak właściwa izba mieszkalna, lecz po drugiej stronie sieni znajduje się izba biała, nie opalana – salon góralski, nadzwyczaj charakterystyczny, w którym zebrane jest to, co stanowi zbytek w sprzętach i ubraniu, i to, co wyraża upodobanie w pewnych formach piękna. […]

     W ogóle chata góralska jest już wyższym typem budownictwa, w którym strona użyteczna jest przyozdobiona wyrazem pewnych potrzeb estetycznych. Jest to już nie surowy materiał, ale dość wyrobiony styl, z którego mogłoby się rozwinąć samodzielne i nowe budownictwo.[24]

 

Na bazie tradycyjnego budownictwa oraz ornamentyki podhalańskiej, Witkiewicz opracował styl architektoniczny, nieograniczający się tylko i wyłącznie do konstrukcji budowlanych, gdyż odnosił się niemal do każdej dziedziny życia, zaczynając od mebli, przez przedmioty codziennego użytku, na precjozach kończąc.[25] Koncepcja architektoniczna artysty była dość ogólnikowa (z czasem uzupełnili ją następcy pisarza).[26] Styl zakopiański[27] charakteryzuje się odpowiednimi proporcjami budowli niekrępowanymi żadnymi konkretnymi rozmiarami,[28] jest przejrzysty, zrozumiały, czytelny i malowniczy; najistotniejszą jego cechę stanowi nośnik idei,[29] gdyż:

 

miał służyć interesowi narodowemu, potwierdzać duchową niezależność Polaków, a więc przed Europą świadczyć o ich istnieniu, jednocześnie łączyć i wiązać z tradycją „plemienia”.[30]

 

Nie wszyscy jednak przyjęli styl zakopiański bezkrytycznie – pojawiły się głosy zarzucające Witkiewiczowi komercyjność. Również sami górale podchodzili początkowo do niego dość chłodno nazywając go „pańskim”, aż do drugiej połowy XX stulecia, przy czym warto w tym miejscu zaznaczyć, że autor Tatr w śniegu z niezwykłym wręcz szacunkiem podchodził do ludowej sztuki podhalańskiej, na bazie jakiej wypracował swój styl.[31] (Zob. Anita Biała, Literatura i architektura, dz. cyt., s. 7, 13, 136.)

Uwadze literatów końca XIX wieku nie uszedł hermetyczny charakter społeczności góralskiej, dzielący ludzi na „swoich” i całą resztę, czyli „ceprów”;[32] Podhalanie klasyfikowali ludzi ze względu na przestrzeń, z jakiej pochodzili. Ze swego rodzaju szczelności regionu wzięła się także chęć niezależności gospodarczej, dotycząca zarówno materiałów, jak również produkcji; na przełomie XIX i XX wieku pod Tatrami funkcjonowało wiele zakładów, takich jak farbiarnie, tartaki, olejarnie, folusze, gonciarnie i tym podobne.[33]

Pisarze okresu Młodej Polski doskonale zdawali sobie sprawę także z tego, iż ukształtowanie naturalne Podhala oraz panujące w nim warunki klimatyczne mocno determinowały życie górali, aby wspomnieć Na przełęczy Witkiewicza, Legendę Tatr Tetmajera czy twórczość Orkana. Nieurodzajna gleba zmusiła Podhalan do rozwoju pasterstwa, co wiązało się z koniecznością wypraw górskich, często zmieniających się w walkę z przestrzenią.   Pasterstwo wysokogórskie stało się nierozerwalną częścią nie tylko gospodarki, ale i kultury Podtatrza, gdyż wypas zwierząt hodowlanych bogaty był (i w dalszym ciągu jest) w szereg obrządków, przesądów oraz zwyczajów, które na trwałe zapisały się w tradycji podhalańskiej, co niejednokrotnie odnajdujemy w literaturze. Stanisław Witkiewicz w następujących słowach pisał o wypasie:

 

W ogóle całe to pasterstwo otoczone jest mnóstwem zwyczajów, noszących charakter tajemniczego obrządku.

Kiedy już zagnali owce do  s t r ą g i, zagrody, baca bierze żarzące węgle, sypie na nie święcone ziele i żywicę, odkrywa głowę, żegna się i milcząc okadza strągę trzy razy od zachodu na wschód, następnie wysypuje węgle przed strągą i z juhasami na klęczkach odmawia modlitwy. Przy dojeniu owiec, przy przecedzaniu mleka, przy robieniu sera odbywają się różne praktyki i nabożeństwa.[34]

 

Codzienne czynności i przedmioty codziennego użytku ulegały sakralizacji. Wypas owiec był zajęciem typowo męskim (kobiety zajmowały się hodowlą krów). Pieczę nad nim sprawował baca[35] obrany wcześniej przez gazdów, on z kolei wybierał juhasów oraz chłopców do pomocy zwanych „honielnikami”. Wypas był bogaty nie tylko w rozmaite rytuały, ale i przedmioty o znaczeniu symbolicznym; jednym z nich była „watra” czyli ognisko, płonące nieustannie, aż do końca sezonu pasterskiego w jesieni. Symboliczno-metafizyczną aurę miało również inauguracyjne dojenie, podobnie jak pierwszy posiłek. Baca posiadał symboliczne insygnium władzy, którym był wykuty w Wielki Piątek nóż, służący do krojenia sera. Odświętny charakter miał wiosenny i jesienny redyk,[36] toteż częścią wypasu było uroczyste przemierzanie przestrzeni. Juhasi, nim doszli na pastwisko, musieli pokonać szereg przeszkód, co było tym trudniejsze, że mieli pod swoją opieką setki owiec.

Pisarze chętnie nawiązywali do tradycji związanej z wypasem (Miłość pasterska Orkana),[37] tworząc wokół niego magiczną aurę, co nie jest rzeczą dziwną, gdyż z pasterstwem związana była także wiara w czary i gusła. Na wypas górale zaopatrywali się w przybory niezbędne do odprawiania magii, by wspomnieć tylko wodę święconą, kadzidło, stułę (najlepiej ukradzioną), sól (koniecznie poświęcona na świętą Agatę), a także ogień z kościelnej lampy, kredę i zioła. Przestrzeń wypasu, za sprawą rytuałów i wszelkiego rodzaju obrządków oraz wierzeń, stawała się miejscem magicznym. Obok magii istniała cała masa zabobonów, na przykład w czasie redyku baca tylko raz przeliczał owce, gdyż górale byli przekonani, że powtórzenie tej czynności może przynieść więcej szkody, niż pożytku. Gdy przypadkiem zgasło ognisko w szałasie, wówczas pasterze spodziewali się kłopotów. Inny zabobon zabraniał juhasom opierania się o ciupagę, ponieważ czynność ta mogła spowodować złamania nóg u owiec.[38] Baca odprawiał rozliczne rytuały, na przykład w czasie redyku okadzał, uprzednio poświęconymi ziołami, zagrody dla owiec, co miało chronić zwierzęta przed złem. O tym, jak bogata jest tradycja pasterska na Podhalu świadczy najlepiej obszerna, ośmiotomowa monografia napisana pod redakcją Włodzimierza Antonowicza, zatytułowana Pasterstwo Tatr Polskich i Podhala (poszczególne tomy ukazywały się od roku 1959, aż do 1970).[39]

Znamienne dla kultury podhalańskiej były migracje powodowane chęcią zarobienia pieniędzy, co zaczęło się mniej więcej od połowy XIX wieku. Częstym celem wędrówek stał się Debreczyn i Peszt, a w późniejszym czasie Wielka Nizina Węgierska, gdzie potrzebni byli ludzie do pracy na roli. Zarobku szukano również w Wiedniu, czasowo emigrowano do Lwowa, Bremy, Hamburga oraz na Słowację. Górale zajmowali się budownictwem, wycinką drzew, polowaniem na dziczyznę, zbieraniem owoców leśnych, druciarstwem, szklarstwem, płóciennictwem. Kontynentalna migracja zarobkowa nie wpłynęła znacząco na tradycję i kulturę podhalańską.[40] Nieco inaczej rzecz wygląda przy późniejszych wyjazdach „za wielką wodę”, by wspomnieć Ocean Orkana; niejednokrotnie górale, wracający z USA, władali językiem angielskim, nie znając literackiej polszczyzny. Nauka angielskiego wynikała z konieczności porozumiewania się – Podhalanie nie widzieli potrzeby uczenia się języka polskiego, ponieważ bez problemów porozumiewali się za pomocą gwary z mieszkańcami całej Polski.[41]

Ważnym elementem kultury podhalańskiej jest muzyka oraz wszystko to, co się z nią wiąże; śpiew i taniec, o którym Stanisław Witkiewicz pisał:

 

Tam to, około ogniska, w ciasnym szałasie lub na wąskim brzeżku skalnym powstał ów taniec góralski  d r o b n y, który szerokość, zamaszystość i posuwistość ruchów zastępuje ich szybkością – jest to największe rozwinięcie siły rzutu w jak najmniejszej przestrzeni.

     Chłopak tańczący z dziewczyną w krótkim lecz wściekłym momencie szału przedstawiają całą historię miłości. Zalecanki ptaków, tokowanie głuchani, kołowanie gołębia koło gołębicy są zupełnie podobne do ich tańca.[42]

 

Muzykantami dyryguje „tonecnik”; niektóre melodie mają swą etymologię w układach tanecznych np. „zbójnicki”, „krzesany”, „zielony” itp. Inne nazwy pochodzą od tempa („po dwa”, „po śtyry”), jeszcze inne od sposobu śpiewania („wierchowe”), albo sławnych wykonawców („Sabałowa”, „Bartusiowa”, „Matejowa”), kolejne mają swe korzenie w nazwach miejscowości („chochołowska”, „czarnodunajecka”, „orawska”), jeszcze inne pochodzą od okoliczności („ocepinowa”, „wywodna”, „pytacka”). Muzyka góralska łączyła, i w dalszym ciągu łączy tradycję z indywidualizmem grającego, który w niewielkim stopniu przekształca utwór na właściwy sobie sposób, toteż muzykę tę cechuje pewna nieprzewidywalność, improwizacja,[43] a nawet coś, co można nazwać elastycznością emocjonalną.[1] Muzyka była (jest) wśród górali dziedzictwem przekazywanym pokoleniowo bez zapisu nutowego.[44]

Warto zaznaczyć, iż Tytus Chałubiński zwrócił uwagę na pewną zależność przestrzeni i muzyki podhalańskiej:

 

Mimo największej biegłości grajka, niepodobna tu uniknąć nieraz skrzypienia lub dojmującego pisku. A jednak w górach muzyka ta nie tylko nie razi, ale jest pożądaną, upragnioną. Jest ona harmonijnem dopełnieniem prawdziwie tatrzańskich wrażeń. Tak jak wprawny już taternik zapominać musi o nierówności drogi, o skałach zawadzających jego krokom; jak nie odwróci jego uwagi od cudnych efektów światła, od śmiałych konturów dzikiej turni, jakieś przejście wydające się mniej wprawnemu już „karkołomnem”, jak głód lub pragnienie, upał lub zimny nieraz przeszywający wiatr nie zmniejszy uroku tych majestatycznych obrazów, tak samo wadliwość konstrukcji owej gęśli, jakiś ton ostry i zbyt przenikliwy, nie zatrze głębokiego wrażenia melancholijnej, ale bujnej pieśni dawnych „zbójników” lub ochoczej, skocznej, lubo nieco wrzaskliwej melodii na wpół dzikich „juhasów”.[45]

 

Młodopolanie upodobali sobie podhalańskie rytmy; powstało wiele tekstów poświęconych muzyce, którą z jednej strony ukazywano jako bardzo ważny element kultury podhalańskiej, towarzyszący góralom przez całe życie, z drugiej nadawano jej wymiar uniwersalny – ogólnoludzki, podkreślając geniusz podhalańskich melodii. Na kartach literatury odnajdujemy wiele opisów muzyki, której najczęściej towarzyszy taniec, by wymienić tylko najbardziej popularny, a jednocześnie widowiskowy i dziki, „zbójnicki”, tańczony najczęściej w migotliwym świetle ogniska – ciekawe opisy tańca odnajdujemy między innymi w Róży bez kolców Zofii Urbanowskiej,  Legendzie Tatr Kazimierza Tetmajera oraz Tańcu zbójnickim Jana Kasprowicza).

Zamiłowanie do sztuki i piękna widoczne było u Podhalan już na przełomie XIX i XX wieku, i to nie tylko w muzyce, ale przede wszystkim zdobnictwie. Rozmaite „rozety”, „parzenice” miały upiększać zarówno przedmioty codziennego użytku, jak również elementy architektoniczne (między innymi drzwi, okna, belki). Oczywiście również ten element, bądź co bądź kultury góralskiej, nie umknął uwagi pisarzy; Witkiewicz chciał odnowić sztukę ogólnonarodową za sprawą sztuki góralskiej, zaś Kasprowicz wspomniał o malowidłach[46] na szkle:

 

W naszym górskim domu,

U jodłowej ściany

Wisi święty Jerzy

Na szkle malowany.

Kto nie wierzy, niech nie wierzy,

Ale święty Jerzy,

Najpierwszy z rycerzy,

Na swoim rumaku

Pędzi do ataku.[47]

 

Szczególną fascynacją młodopolan cieszyła się tradycja zbójecka, nierozerwalnie związana z przestrzenią górską, by wspomnieć tylko Na Skalnym Podhalu oraz Legendę Tatr Tetmajera, Z legend o Janosiku Kasprowicza, Popioły Żeromskiego, Tatry w śniegu i Na przełęczy Witkiewicza. Apogeum działalności zbójnickiej miało miejsce od XVII do połowy XVIII wieku (zbójowanie zakończyło się około XIX stulecia, do czego przyczyniła się polityka zaborcy; ostatnim, znaczącym harnasiem był złapany w 1866 roku Wojciech Mateja).[48] Austriacy wprowadzili surowe sankcje dla zbójników (były wśród nich również tortury). Zbójnikom groziła kara śmierci, i to w męczarniach, gdyż dokonywano egzekucji poprzez łamanie kołem, ćwiartowanie, nabijanie na pal, rozrywanie za pomocą koni lub, tak jak było to w przypadku Janosika, powieszenie za żebro na haku, co traktowano jako niezwykle honorową śmierć. Centrum działalności zbójeckiej były okolice Babiej Góry, Pilska oraz Czarnohory. Pierwsze pieśni na ten temat sięgają końca XVIII stulecia; górale bardzo mocno ekscytowali się heroicznymi czynami zbójników, a co za tym idzie zachowało się wiele podań mitologizujących „podtatrzańską gangsterkę”, choć trzeba przyznać, iż odnajdujemy także historie ukazujące zbójników w negatywnym świetle. Górale wyjęci spod prawa rzadko dzielili się łupami z ubogimi, najczęściej chowając je po jaskiniach lub zakopując w ziemi (część bogactw rozdawali swoim „frajerkom”).[49] Jedynym, i to dość marnym dowodem na heroizm zbójników są przyśpiewki pochodzące z dziewiętnastego wieku –  na długiej liście cnotliwych uczynków zbójów odnajdujemy datki na budowę obiektów sakralnych, niesienie pomocy ubogim i uciśnionym (zdarzało się, iż służyli również dobrą radą). Powszechnie uważa się, że wraz z rozwojem Podhala, za którym szło wzbogacenie się miejscowej ludności, zakończyła się działalność zbójnicka.[50]

Z przestrzenią wiązało się wiele świąt kościelnych, takich jak nabożeństwo Bożego Ciała, nota bene obchodzone bardzo podniośle.[51] Pisarze często umieszczali akcję swych podhalańskich utworów w okolicy świąt, jednak ten specyficzny czas służył zazwyczaj podkreśleniu jakiegoś problemu, na przykład fałszywej pobożności, podziałów społecznych, zabobonności czy biedy. Autorom przełomu XIX i XX stulecia nie umknęły jednak góralskie zwyczaje, dotyczące roku liturgicznego. Nie sposób wymienić ich wszystkich, warto choć wspomnieć o niektórych, związanych z najważniejszymi świętami kościelnymi. Wiele obrzędów powiązanych było z Wielkanocą. Wraz ze wschodem słońca w Wielki Poniedziałek w gospodarstwach góralskich zaczynały się porządki; dokładnie czyszczono i myto całe obejście, co dotyczyło również ścian domów (do tej pory na Podhalu, zwłaszcza w Chochołowie, górale myją ściany swoich domów na Wielkanoc lub przed Bożym Ciałem). Z kolei w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek, tuż przed świtaniem, górale zażywali kąpieli (woda koniecznie musiała być bieżąca), szepcząc przy tym zaklęcia. Z nastaniem Wielkiego Piątku kobiety zabierały się za wyrób masła, które następnie święcono. Ważnym zwyczajem, związanym z Wielkim Piątkiem, był zakaz prac ziemnych, gdyż właśnie w ten dzień Chrystus został pochowany. W Wielką Sobotę, po powrocie z kościoła, trzy razy obchodzono dookoła dom, następnie zostawiano święconkę w sieni, wierząc, że dzięki temu zło nie będzie miało dostępu do domowników, i to na długi czas. W Wielką Niedziele świętowano, spożywano poświęcone wcześniej pokarmy, zaś na drugi dzień całe Podhale obchodziło „śmigurzt” – wszyscy, niezależnie od wieku, polewali się wodą.

Również Boże Narodzenie pełne było rytuałów i zabobonów. We wigilię obowiązywał zakaz prac ostrymi narzędziami (dotyczyło to zwłaszcza przędzenia, prasowania oraz szycia), gdyż wierzono, że można nimi zranić duchy; domownicy, nim usiedli, dokładnie oglądali krzesło, czy nie ma tam czasem jakiejś duszyczki. Ponadto górale byli głęboko przekonani, iż kradzież drzewa z lasu, w dzień poprzedzający Boże Narodzenie, przyniesie im radość i dostatek na cały rok.[52] 24 grudnia od samego rana czyniono przygotowania do wieczerzy. Stół przykrywano białym obrusem, pod którym znajdowało się troszkę siana, co miało zagwarantować obfite plony w nowym roku. Pod stołem umieszczano narzędzia (koniecznie żelazne – między innymi siekiery), na których kładziono nogi – według podań miało to zapewnić zdrowie oraz dać siłę do pracy. Po modlitwie, poprzedzającej uroczystą kolację, dzielono się opłatkiem maczanym w miodzie; resztki z wieczerzy trafiały do gospodarskich zwierząt. Wieczór wigilijny był pełen magii, gdyż w tym dniu wróżono sobie przyszłość. Boże Narodzenie górale spędzali we własnych gospodarstwach; chałupę na ten czas zdobiła „podłaźniczka”, czyli ścięty szczyt jodły, tudzież świerka, zawieszony wierzchołkiem ku dołowi, ozdobiony orzechami, opłatkami, jabłkami oraz dekoracjami wykonanymi z bibuły. Dzień 25 grudnia górale poświęcali swoim najbliższym; przechodząc koło gospodarstw można było słyszeć kolędowanie. W dniu śniętego Szczepana święcono w kościele zboże, a następnie, na pamiątkę męczeńskiej śmierci świętego (ukamienowanie), obrzucano się owsem. W tym samym dniu (26 grudnia) górale odwiedzali się nawzajem, składając sobie życzenia świąteczne. Z kolei w Nowy Rok (dawna nazwa to „Nowe Lato”) gospodarskie pociechy wizytowały swoich chrzestnych, zaś najuboższe dzieci chodziły po chałupach, w których dostawały od gazdów jedzenie. Z nastaniem Trzech Króli święcono żywicę, jałowiec, kredę oraz przedmioty wykonane z metali szlachetnych, co upamiętniało dary złożone Jezusowi przez monarchów.[53]

Wielu pasjonatów folkloru podhalańskiego starannie dokumentowało obyczaje świąteczne górali, jednak literatura piękna koncentrowała się na związanych z czasem świątecznym relacjach: góral – góral, góral – ksiądz, góral – Bóg, czego najlepszym dowodem są opowiadania Tetmajera oraz utwory Kasprowicza.

Podhale posiada także wiele obrządków o charakterze rodzinnym, związanych z każdym etapem życia człowieka – od narodzin, aż po śmierć. Chrzest dziecka miał miejsce najpóźniej w kilka dni po jego narodzinach. Na uroczystość zapraszano tak zwane „kumy”, czyli rodziców chrzestnych, przybywających razem z podarunkami, takimi jak ubrania dla dziecka, pieniądze (kładziono je niemowlakowi pod poduszkę), serki oraz alkohol dla starszych. Podczas nabożeństwa matka dziecka była nieobecna – przebywała w domu z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu kwestie zdrowotne, po drugie przez zabobon; dopiero tak zwany wywód, czyli ustanowiony przez Kościół rytuał, który czyniono nad kobietą około sześciu tygodni po porodzie pozwalał jej wrócić do normalnego życia w gromadzie. Do tego czasu położnica, podobnie jak w innych regionach, nie mogła wejść do świątyni, chodzić z wizyta do sąsiadów, a nawet wychodzić na pole; górale byli przekonani, że niedostosowanie się do zakazu ściągnie niedolę. Najbardziej złożoną ceremonią było jednak wesele, składające się, aż z sześciu etapów: „podłazów” (oficjalna deklaracja kawalera dotycząca chęci ożenku z wybraną panną), „namówin” (narzeczeni spotykali się z rodzicami by ustalić termin ślubu), przygotowań do wesela (między innymi gromadzenie jedzenia oraz napojów alkoholowych), proszenia gości, ślubu oraz poprawin.[54] Na Podhalu, tak jak w większości polskich wsi, małżeństwa młodych ludzi były aranżowane, co również zacieśniało związki grupowe; głównym kryterium doboru przyszłych małżonków był status majątkowy. I tak, jak wszystko inne, również wesele posiadało charakter wspólnotowy; wiązało się z całą społecznością, która musiała wydać zgodę na związek.[55]

Wyjątkowy charakter miały obrzędy, dotyczące pochówków, co wiązało się z dualizmem przestrzennym: świeckość – świętość, sfera ziemska, znana, oswojona i sfera duchowa – nieznana, tajemnicza, budząca lęk i zadumę. Zarówno z miejscami świeckimi, jak również uświęconymi wiązało się wiele wierzeń, zwyczajów i obrządków. Górale byli przekonani, iż zepsuty zegar, dziwne zachowania zwierząt, jak również na przemian zamykające się, to otwierające samoistnie drzwi zwiastują śmierć. Gdy człowiek znajdował się w stanie agonalnym, cierpiąc przy tym męczarnie, wówczas pomagano mu w odejściu poprzez położenie umierającego na podłodze wyścielonej uprzednio słomą. Po śmierci unieruchamiano zegar, przekręcano wszystkie wiszące na ścianach lustra oraz wylewano znajdującą się w naczyniach wodę, zachowując przy tym ciszę. Ustawiano przy zmarłym zapaloną gromnicę i słano po księdza, by dokonał ostatniego namaszczenia. Obmyte ciało zmarłego układano do trumny razem z przedmiotami cennymi dla zmarłego oraz ziołami, mającymi chronić przed złem. Zmarłe dzieci, które nie zdążyły przyjąć sakramentu chrztu, a także samobójców, chowano bez obrządku poza granicami cmentarza.[56]

Przybywający na Podhale intelektualiści zwrócili także uwagę na to, że mimo pobożności górali, kultura regionu obfitowała w szereg guseł o rodowodzie pogańskim (często magiczne postaci były związane z konkretnymi miejscami). Religia katolicka nie wyparła starych wierzeń w upiory, strzygi, dziwożony, płanetniki, aczkolwiek zmieniła ich postrzeganie – złe duchy zaczęto utożsamiać z diabłem lub jego sługami:

 

Mieszkaniem diabła było piekło, ale przebywał on chętnie zwłaszcza nocą na bezdrożach, leśnych duktach, gdzie czyhał na człowieka, aby go zwodzić. Zamieszkiwał w starych, spróchniałych wierzbach, tzw. rokitach. Również niektóre ze zjawisk atmosferycznych upatrywane były jako siedlisko diabłów – to właśnie w wirach powietrznych miały one podróżować. „Nie wszystkie diabły znalazły miejsce w piekle, są także w powietrzu i powietrzem rządzą”.[57]

 

Wykształciło się wiele zabobonów, bazujących na religii; dużą popularnością cieszyły się wierzenia w upiory:

 

Po  g r a ź n i a c h, ciemnych jamach, we wnętrzu skał tłucze się  d u k           z i e m n y  i straszy człowieka; w lasach i pustaciach czają się p a n k i, twarz mają nie taką, jak ludzie, tylko c a r n e  p y s c y s k a,  j a k o  b u t                              ś w a r c o w a n y  i   d z i u r ó w   n i j a k i k   d o   n o s a  n i e  m a j o m,          i   r ę c e,  t a k i e  p a z d u r s k a  b r z y ć k i e,  j a k o  u  w i l k a  a l b o    n i e d ź w i e d z i a.  Z ł e strzeże też skarbów, pieniędzy zbójeckich, ukrytych po kolibach, pod korzeniami świerków, pod  s k r z y ż a l a m i, odłamami skał. Śmierć także czasem ukazuje się jako  b i e l u ć k a   k o t k a   a l b o         b i e l u ć k a,  w y s o k a  b a b a.[58]

 

Literatura chętnie odwoływała się do przesądów i legend góralskich, gdyż zarówno u Podhalan, jak również Zagórzan, występowało szereg wierzeń w istoty nadprzyrodzone, wśród których wiele posiadało cechy demoniczne – postaci te łączono zazwyczaj ze zjawiskami atmosferycznymi oraz innymi siłami natury, czego najlepszym przykładem jest Drzewiej Orkana. Gusła stanowiły zlepek religii chrześcijańskiej oraz podań zarówno starosłowiańskich, jak i tych, które pochodzą z Niemiec, a nawet południowej części Europy.[59] Górale uważali, iż złe duchy mogą przybierać postać ludzką, zwierzęcą lub stanowić amorficzną reprezentację potęgi przyrody.[60] Twierdzono, że jedne z najniebezpieczniejszych istot zamieszkiwały podziemia, co w sposób naturalny łączyło je ze śmiercią; informacje na temat guseł oraz wierzeń przetrwały przede wszystkim w twórczości ludowej. Szeregi demonów związanych z tym żywiołem zasilane były duszami samobójców oraz osób, które nie zaznały sakramentu chrztu lub bierzmowania. Ludzie byli przekonani, iż zadaniem tych istot było odbieranie życia. Spośród całej galerii demonów chtonicznych najpopularniejszymi były strzygonie, według legend wstające z grobów i duszące, bądź zagryzające ludzi. Aby temu zapobiec przebijano zwłoki kołkiem, co miało uchronić nieboszczyka przed transformacją w upiora. Obrządek ten przypominał legendy o wampirach również obecne w podaniach góralskich, by wspomnieć tylko wieszczyce nawiedzające małe dzieci w trakcie snu i wysysające z nich krew. Innym popularnym demonem był topielec, którym stawały się ofiary utonięć (zwłaszcza osoby poczęte poza małżeńskim łożem). Były to stworzenia przedstawiane jako młodzi chłopcy ubrani w czerwone spodnie oraz takiego samego koloru czapki. Pokazywali się w miejscach znajdujących się blisko wody (przy zbiornikach wodnych, rzekach, strawach, jeziorach, strumykach, studniach i tym podobnych). Zwabiali do siebie przechodniów, by następnie ich utopić. W wierzeniach górali obecny był także płanetnik, występujący między innymi w podaniach podhalańskich, orawskich, spiskich oraz gorczańskich. Legendy mówią, iż to właśnie te istoty odpowiadały za wiatr, chmury oraz grad, który wytwarzały mieląc w żarnach lodowe bryły (demony ostrzegały przychylnych im ludzi przed nadciągającą burzą).[61] Błędny ognik, jak podają legendy, był demonem występującym w formie amorficznej, potrafił jednak zmieniać się w rozmaite formy, mające najczęściej kształt błękitnych ogni unoszących się nad bagnami. Często wodziły ludzi po manowcach; ich naturalne środowisko stanowiły moczary i łąki. Wierzono, iż ogniki biorą się z dusz zmarłych, nieochrzczonych dzieci. Broniono się przed nimi znakiem krzyża oraz recytacją formuły wypowiadanej podczas chrztu. Według podań ludowych Zmora była z kolei zjawą duszącą śpiących ludzi. Podobnie jak błędny ognik mogła przybierać różne kształty, dzięki czemu łatwiej było jej wtargnąć do gospodarstwa. Zmorami zostawały dzieci, którym pomylono imienia podczas chrztu, jak również każde siódme w kolejności urodzenia dziecko. Istoty te odstraszały ostre przedmioty wykonane z metalu i ułożone pod łóżkiem. Twierdzono, że jedne z najniebezpieczniejszych istot zamieszkiwały podziemia, co w sposób naturalny łączyło je ze śmiercią. W podaniach obecne są także czarownice – kobiety, zajmujące się czarami; specjalizowały się w zabieraniu mleka krowom (zwłaszcza w wigilię dnia świętego Wojciecha czarownice wyjątkowo sprawnie i obficie odbierały mleko zwierzętom), prócz tego parały się znachorstwem (często odbierały też porody).[62]

Również folklor góralski obfituje w opisy miejsc przeklętych, w których można spotkać przywołane wyżej istoty:[63]

 

W optyce ludowej głównymi miejscami gdzie można było spotkać demona bywały miejsca graniczne zarówno te naturalne jak i wyznaczone przez człowieka (granice wsi, pól tzw. miedze). Postrzegano je jako miejsca szczególnie mediacyjne (gdzie spotyka się świat wewnętrzny-oswojony ze światem zewnętrznym-dzikim). Miejsca te oswajano poprzez stawianie w ich obrębie kapliczek i krzyży. Jako miejsca mediacyjne postrzegane były również odludzia, ugory, podmokłe, bagienne tereny, a także las, które w ludowej wizji świata były strefami rządzonymi przez demony.[64]

 

 

Nie sposób wymienić wszystkich istot nadprzyrodzonych obecnych w wierzeniach góralskich, by wspomnieć tylko choboty, demony wodzenia czy przypołudnice, jednak zabobony podhalańskie nie tylko związane były z duchami i nadprzyrodzonymi istotami. Wykształciło się wiele rytuałów i obrządków mających swe źródło w dawnych gusłach. Jako przykładem można posłużyć się tutaj czerwonymi kokardkami, jakie kobiety wiązały dzieciom, aby uchronić swoje pociechy od uroku rzuconego nieprzyjaznym spojrzeniem wrogich osób. Zdarzały się także praktyki o wiele bardziej przerażające; w roku 1912 górale mieszkający w Łapszach Niżnych oraz okolicy, chcąc powstrzymać padający od kilkunastu dni deszcz, wydobyli z grobu szczątki zmarłego gazdy, którego posądzano o paranie się magią, a następnie spalono ekshumowane zwłoki nieboszczyka, aby zapobiec dalszej ulewie.[65] Młodopolscy pisarze bardzo chętnie odwoływali się do góralskich wierzeń, by wspomnieć tylko Orkana, czy Tetmajera. Z nieukrywaną satysfakcją pisano o płanetnikach, dziwożonach, tudzież topielcach, przy czym nie brakuje tekstów poruszających kwestię zabobonności, czy też głupoty górali, którzy nie bali się nikogo i niczego prócz nadprzyrodzonych istot, których istnienia, tak naprawdę nikt nigdy nie dowiódł. Wiele tekstów pokazuje również to, w jaki sposób górale łączyli ze sobą wiarę z pogańskim zabobonem.

Tradycja podhalańska mocno związana była (i jest) przede wszystkim z Tatrami. Już w pierwszej połowie XIX wieku, Seweryn Goszczyński w następujący sposób opisał to pasmo górskie, tym samym wprowadzając je na literacką niwę:[66]

 

     Tatry są częścią Karpat, częścią najzachodniejszą. Jest to grupa gór najpiękniejszych między górami karpackimi przez swoją wzniosłość i dzikość. Są one wszystkie prawie w wyższej części obnażone i pokryte ludami lub śniegami; tu znajdują się już lodowce alpejskim podobne. […]

Patrząc na Tatry tak rozłożone przede mną, przeskakiwałem myślą ową przestrzeń kilkomilową, która mię od nich dzieliła i widziałem, jak bym był cały na miejscu; te szczyty tak ostre, że ledwo się na nich spojrzenie zaczepi, to są milowe może płaszczyzny; te garby rozsiadłe są najeżone krociami skał ostrych, niedostępnych; te ciemne pręgi w różnych kierunkach, jak żyłki marmuru, to są wielomilowe doliny, wąwozy, rozdoły, niezgłębione parowy, przepaście, do których dalekie tylko spojrzenie dolecieć może; a między nimi świat spojrzeniu nawet niedostępny, myśli ludzkiej nawet nieznany, świat osobny, różny od wszystkiego, co wiemy, świat zimy, zgrozy, martwoty, zamknięty kołem trudów i niebezpieczeństw nad wszelkie siły ludzkie, nad wszelką odwagę ludzką.[67]

 

Ten, niepozbawiony błędów, opis Tatr, a przede wszystkim zawarty w nim estetyczny odbiór gór („najpiękniejsze”, „wzniosłe”, „dzikie”, „niedostępne”, „groźne”), będzie aktualny przez wiele dziesięcioleci: piękno, dzikość i niebezpieczeństwo.

O tym, że górale doskonale znali góry świadczy między innymi fakt, iż potrafili przewidzieć pogodę, co również nie umknęło uwagi Goszczyńskiego:

 

Co mnie zawsze rwało w stronę ludu prostego, to ten jego związek z przyrodą niby martwą, owo ich porozumienie się wzajemne. […]

     Górale Podhalanie, zamknięci jeszcze bardziej niż inni w pewnym kole, mają może więcej niż inni podobnych przepowiednych znamion[68]. Zapisałem sobie niektóre:

     Kiedy wąż grzechoce, kiedy bociany krążą nad nowotarską doliną, kiedy się Tatry przybliżają, kiedy Babia Góra zaczyna chmurzyć się albo jak Góral mówi: „czepek nadziewa”, to są znaki pewnego deszczu.[69]

 

Kultura regionu stała się filarem, na którym wsparła się młodopolska mitologizacja Podhala.[70] Pisarze końca XIX wieku wyolbrzymiali wszystkie zalety górali, jednocześnie maskując i usprawiedliwiając ich przywary (oczywiście byli również artyści, ukazujący prawdziwe oblicze regionu, by przywołać postać Władysława Orkana).

Bez  najmniejszych wątpliwości młodopolska popularyzacja regionu, jak również ukazujące się w tym czasie publikacje naukowe rozsławiły Podhale, jednak „góral’” stał się „GÓRALEM”, przede wszystkim za sprawą wrażliwości i wyobraźni artystów przełomu XIX i XX wieku.

 

[1] Tekst jest częścią rozprawy doktorskiej (zob. Wojciech Trela, Przestrzeń podhalańska w wyobraźni i świadomości pisarzy Młodej Polski. Geopoetyka regionu) i na potrzeby niniejszej publikacji został odpiwiednio zredagowany przez autora.

[2] Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy, Warszawa 1948, s. 61.

[3] Zob. Katarzyna Ceklarz, Babcyne korale. Z etnografii południowej Polski, Kraków 2012, s. 13 – 86.

[4] Zob. Stanisław Piotrowski, Skalne Podhale w literaturze i kulturze polskiej, Warszawa 1970, s. 28.

[5] Tamże, s. 28 – 29.

[6] Tamże, 28 – 29.

[7] Zob. Śpiewnik górali polskich, wyb. i oprac. Władysław Motyka, Milówka 2012, s. 6.

[8] Zob. Katarzyna Ceklarz, Babcyne korale…, dz. cyt., s. 9 – 10.

[9] Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt., s. 68 – 69.

[10] Zob. Jarosław Skowroński, Dawno temu w Tatrach, Łódź 2003, s. 8, 31.

[11] Zob. Stanisław Piotrowski, Skalne Podhale…, dz. cyt., s. 42.

[12] Władysław Orkan, Werbunek na Podhalu, [w:] tegoż, Drogą czwartaków i inne opowiadania, tegoż, Kraków 1972, s. 132.

[13] Tamże, s. 44 – 46.

[14] W roku 1900 Zakopane liczyło 4452 mieszkańców; liczba turystów była niemal dwa razy większa niż rodowitych górali (Zob. Lidia Długołęcka, Maciej Pinkwart, Zakopane. Przewodnik historyczny, Warszawa 1988, s. 12).

[15] Zob. Stanisław Piotrowski, Skalne Podhale…, dz. cyt., s. 29.

[16] Górale nie tylko cierpieli głód, ale również liczne choroby – w roku 1873, jak również w 1884 cały region dotknęła pandemia cholery oraz tyfusu. (Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt. s. 62 – 63.)

[17] Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt., s. 63.

[18] Tamże, s. 63.

[19] Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt., s. 63 – 64, 85 – 86.

[20] Zob. Jarosław Skowroński, Dawno temu…, dz. cyt., s. 21.

[21] Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt., s. 94.

[22] Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt., s. 94.

[23] Zob. Katarzyna Ceklarz, Babcyne korale…, dz. cyt., s. 127, 130, 132.

[24] Stanisław Witkiewicz, Tatry w śniegu, [w:] tegoż, Pisma tatrzańskie, Kraków 1963, t. I, s. 23.

[25] Zob. Barbara Tondos, Styl zakopiański i zakopiańszczyzna, Wrocław 2009, s. 8.

[26] Jak zauważyła Barbara Tondos w analizowaniu stylu zakopiańskiego Witkiewicza przeszkadza fakt, iż został on mocno zmitologizowany. (Zob. Barbara Tondos, Styl zakopiański…, dz. cyt., s. 5.)

[27] Odnośnie etymologii samej nazwy (styl zakopiański), część badaczy uważa, iż jest ona anonimowym rezultatem spotkań o charakterze towarzyskim; terminem tym nazywano każdy wytwór kultury materialnej, posiadający zdobienia podhalańskie (między innymi rozety, serca, motywy roślinne i tym podobne). (Zob. Barbara Tondos, dz. cyt., s. 5 – 6, 12 – 13.)

[28] Zob. Anita Biała, Literatura i architektura, Warszawa – Bielsko-Biała 2011, s. 437 – 438.

[29] Zob. Anita Biała, Literatura i architektura, dz. cyt, s. 134, 142.

[30] Tamże, s. 132.

[31]  Zob. Anita Biała, Literatura i architektura, dz. cyt., s. 7, 13, 136.

[32] Tamże, s. 65.

[33] Tamże, s. 65.

[34] Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy, dz. cyt., s. 74 – 75.

[35] Wielu baców zajmowało się zielarstwem, a także leczeniem ludzi (między innymi nastawiali złamania).

[36] Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt., s. 69 – 73.

[37] Ludność zamieszkująca Podhale zajmowała się również zbieractwem oraz łowiectwem. Górale zbierali rozmaite zioła, owoce leśne, grzyby, a także jaja ptaków oraz dziki miód. Z kolei łowiectwo, prócz mięsa, zaopatrywało Podhalan w skóry oraz sadło. Celem polowań były sarny, jelenie, zające, kozice, kuny, borsuki, świstaki a nawet lisy; łowiono również ryby. Polowano za pomocą broni palnej i rozmaitych pułapek (stosowano między innymi sidła oraz potrzaski). Ze względu na konieczność uiszczania opłat za łowy, większość myśliwych była kłusownikami. Jak u większości grup etnicznych, również na Podhalu rozwinęła się medycyna ludowa; wiedzę przekazywano z pokolenia na pokolenie – w głównej mierze opierała się ona o religię, czary oraz doświadczenie. Góralskich medyków można było podzielić na kilka grup. Tak zwani „smarowace” zajmowali się masażem, „babice” odbierały porody, „naprawiace” składali złamane kości, zaś zielarki leczyły za pomocą ziół. Nie brakowało także „ludowych stomatologów” leczących zęby przez ich wyrwanie. Prócz tego byli liczni specjaliści od odczyniania klątw i uroków. (Zob. Katarzyna Ceklarz, Babcyne korale…, dz. cyt., s. 117 – 118, 152.)

[38] Zob. Katarzyna Ceklarz, Babcyne korale…, dz. cyt., s. 118 – 119.

[39] Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt., s. 62.

[40] Tamże, s. 65 – 68.

[41] Tamże, s. 68.

[42] Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy, dz. cyt., s. 84.

[43] Zob. Jakub Żmidziński, Fłojera grała pierwsza. Muzyka „Na wysokiej połoninie” Stanisława Vincenza a muzyka huculska, [w:] Góry – Literatura – Kultura, pod red. Ewy Grzędy, Wrocław 2015, t. 9, s. 205 – 220.

[44] Zob. Śpiewnik górali polskich, wyb. i oprac. Władysław Motyka, Milówka 2012, s. 7.

[45] Tytus Chałubiński, Sześć dni w Tatrach. Wycieczka bez programu, Kraków 1921, s. 10 – 11.

[46] Charakterystyczne dla Podhala malowidła na szkle pochodzące z przełomu XVIII i XIX wieku były w zdecydowanej większości sprowadzane z południa Europy (bardzo często ze Słowacji). (Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt., s. 96 – 98.)

[47] Jan Kasprowicz, Święty Jerzy, [w:] Hymny, Księga ubogich, Mój świat, tegoż, Warszawa 1956, s. 414.

[48] Zob. Stanisław Piotrowski, dz. cyt., s. 157.

[49] Zob. Katarzyna Ceklarz, Babcyne korale…, dz. cyt. s. 156 – 157.

[50]Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt., s. 75 – 77.

[51] Cała wieś brała udział w procesji; górale urywali z ołtarzy gałązki, a następnie zabierali je ze sobą do domu dla ochrony przed żywiołami. (Zob. Katarzyna Ceklarz, Babcyne korale…, dz. cyt., s. 140.)

[52] Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt., s. 90 – 93.

[53] Zob. Katarzyna Ceklarz, Babcyne korale…, dz. cyt., s. 136 – 138.

[54] Katarzyna Ceklarz, Babcyne korale…, dz. cyt, s. 142 – 147.

[55] Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt., s. 64.

[56] Zob. Katarzyna Ceklarz, Babcyne korale…, dz. cyt., s. 146 – 147.

[57] Sebastian Flizak, Materiały etnograficzne i historyczne z terenu Zagórzan, Poznań-Łódź 1952, s. 40.

[58] Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy, dz. cyt., s. 88.

[59] Zob. Daniel Schumann, Stanisław Witkiewicz jako malarz dźwięku,  „Litteraria Copernicana” 2018, nr 1, s. 66 – 69.

[60] Zob. Magdalena Dyląg, Demony zła w religijności ludowej Górali Zagórzańskich, [w:] Karpaty pełne czarów. O wierzeniach, medycynie i magii ludowej Karpat polskich, pod red. Katarzyny Ceklarz i Roberta Kowalskiego, Nowy Targ 2015, s. 28 – 29.

[61] Zob. Magdalena Dyląg, dz. cyt., s. 29, 31 – 36.

[62] Zob. Katarzyna Ceklarz, Babcyne korale, dz. cyt., s. 140 – 151.

[63] Nie sposób wymienić wszystkich istot nadprzyrodzonych obecnych w wierzeniach góralskich, by wspomnieć tylko choboty, demony wodzenia czy przypołudnice, jednak zabobony podhalańskie nie tylko związane były z duchami i nadprzyrodzonymi istotami. Wykształciło się wiele rytuałów i obrządków mających swe źródło w dawnych gusłach. Jako przykładem można posłużyć się tutaj czerwonymi kokardkami, jakie kobiety wiązały dzieciom, aby uchronić swoje pociechy od uroku rzuconego nieprzyjaznym spojrzeniem wrogich osób. Zdarzały się także praktyki o wiele bardziej przerażające; w roku 1912 górale mieszkający w Łapszach Niżnych oraz okolicy, chcąc powstrzymać padający od kilkunastu dni deszcz, wydobyli z grobu szczątki zmarłego gazdy, którego posądzano o paranie się magią, a następnie spalono ekshumowane zwłoki nieboszczyka, aby zapobiec dalszej ulewie. (Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt., s. 63.) Młodopolscy pisarze bardzo chętnie odwoływali się do góralskich wierzeń, by wspomnieć tylko Orkana, czy Tetmajera. Z nieukrywaną satysfakcją pisano o płanetnikach, dziwożonach, tudzież topielcach, przy czym nie brakuje tekstów poruszających kwestię zabobonności, czy też głupoty górali, którzy nie bali się nikogo i niczego prócz nadprzyrodzonych istot, których istnienia, tak naprawdę nikt nigdy nie dowiódł. Wiele tekstów pokazuje również to, w jaki sposób górale łączyli ze sobą wiarę z pogańskim zabobonem.

[64] Leonard Pełka, Polska demonologia ludowa, Warszawa 1987, s. 41.

[65] Zob. Antoni Kroh, Tatry i Podhale, dz. cyt., s. 63.

[66] Zob. Michał Jagiełło, Tatry i poeci, [w:] Tatry w poezji i sztuce polskiej, oprac. Michał Jagiełło, Kraków 1975, s. 15.

[67] Seweryn Goszczyński, Dziennik podróży do Tatrów, Wrocław – Kraków 1958, s. 47 – 48, 51.

[68] Chodzi o znaki, na podstawie których górale przepowiadają pogodę.

[69] Seweryn Goszczyński, dz. cyt., s. 73 – 74.

[70] Zob. Franciszek Ziejka, W kręgu mitów polskich, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1977.